Pyza: Raport dzień po rocznicy

opublikowano: 19 kwietnia 2018
Pyza: Raport dzień po rocznicy lupa lupa

Na wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Opublikowany w środę raport techniczny nie przyniósł przełomu. Bo przynieść go nie mógł – pisze na łamach „Sieci” Marek Pyza.

Publicysta w artykule krytycznie odnosi się do „Raportu technicznego” dotyczącego katastrofy smoleńskiej, mającego podsumować ustalenia podkomisji smoleńskiej. 

Dokument powstawał w pośpiechu (prace nad nim kończyły się w nocy z 4 na 5 kwietnia), dyktowanym ósmą rocznicą katastrofy. Brakuje w nim rzetelnego, czyli dokładnego, opisu przeprowadzonych badań. Nie jest to krytyka wykonanej przez ekspertów pracy, lecz spisania jej owoców. W zasadzie do każdego rozdziału można stawiać liczne pytania, na które raport nie daje odpowiedzi. Nawet w wątku nawigacyjnym, opisującym skandaliczne działania rosyjskich kontrolerów, który stanowił najmocniejszy punkt prezentacji w siódmą rocznicę katastrofy. Teraz otrzymujemy go w formie okrojonej. Najwięcej miejsca zajmuje kwestia eksplozji w lewym skrzydle. Zamieszczono wiele zdjęć odłamków znalezionych na dużej przestrzeni, ale nie ma mowy np. o siłach, jakie musiały zadziałać, by doszło do takiego rozrzutu – zauważa Pyza.

Publicysta zauważa także, że różnica zdań w podkomisji oraz brak podpisów jej członków pod ustaleniami raportu, każe wątpić w wiarygodność materiału zaprezentowanego przez Antoniego Macierewicza. 

Nie ma już co ukrywać tego, że wewnątrz podkomisji istnieje spór co do niektórych hipotez – m.in. trajektorii (a zwłaszcza wysokości) w ostatnich sekundach lotu czy sposobu, w jaki doszło do zniszczenia lewego skrzydła. To właśnie było powodem sprzeciwu części członków przed podpisaniem całości raportu technicznego. […] W raporcie znajduje się jeden podpis – przewodniczącego. Na konferencji zabrakło sześciorga jego podwładnych. Dopytywany przeze mnie Antoni Macierewicz przyznał, że jeden z nich zrezygnował z zasiadania w komisji. Doprecyzował też, że „aprobata” (a nie – jak mówił wcześniej – „podpisy”) ekspertów dotyczyła nie całości dokumentu, lecz tylko tych części raportu, które leżały w obszarze badań ich zespołów. […] Jeśli część podkomisji nie zgadza się z końcowymi ustaleniami, w oczywisty sposób rzutuje to na ich wiarygodność. A to najgorsze, co może tę komisję spotkać. Lepiej, by działała w ciszy i mogła wypracować spójne stanowisko zaprezentowane w raporcie końcowym – pisze Marek Pyza. – Podkomisja potrzebuje spokoju zamiast epatowania sensacjami. Potrzebuje też powagi. A za taką trudno uznać np. publikowanie państwowego raportu najpierw na portalu Niezalezna.pl, zamiast na oficjalnej stronie podkomisji.

Więcej „Raportu technicznego” dotyczącego katastrofy smoleńskiej w najnowszym numerze „Sieci”, w sprzedaży od 16 kwietnia, także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html .  

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl  i oglądania ciekawych audycji telewizji internetowej www.wPolsce.pl. 



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła