"Sieci": Zamykanie ust

opublikowano: 29 maja 2018
"Sieci": Zamykanie ust

Internet stał się poważną bronią w walce politycznej. Ten, komu uda się go zdominować, zdobędzie jednocześnie ogromną władzę. Ta walka już się rozpoczęła, a stawką jest wolność słowa każdego z nas – czytamy tekście Konrada Kołodziejskiego w najnowszym numerze tygodnika „Sieci”.

Nawiązując do firmy Cambridge Analytica, która w minionym tygodniu formalnie ogłosiła upadek, publicysta „Sieci” analizuje problem wykorzystywania Internetu jako mechanizmu sprawowania władzy i kontroli nad społeczeństwem. Przypomina czytelnikom, że z usług firmy oferującej klientom organizację kampanii dyskredytujących ich przeciwników politycznych oraz moderowanie zachowań elektoratu podczas wyborów mógł korzystać Donald Trump.

Liberalna oligarchia trzęsąca zachodnim światem zyskała w ten sposób „dowód” na to, co już wcześniej budziło jej niepokój: że Internet, przez który w każdej sekundzie i we wszystkich kierunkach przepływają niekontrolowane treści, może się stać zagrożeniem dla jej pozycji i władzy. Dotąd formułowanie tego rodzaju sugestii było niezręczne, w końcu Internet to kwintesencja wolności słowa. Okazało się jednak, że użytkownicy nie dorośli do tej wolności, zamiast – jak przewidywano – szerzyć po świecie postępową ideologię, wielu robiło i robi dokładnie coś przeciwnego, wykorzystuje Internet do rozpowszechniania treści z tą ideologią niezgodnych. A to dla liberalnej oligarchii oznacza wymknięcie się nastrojów społecznych spod kontroli – pisze Konrad Kołodziejski.

Publicysta prezentuje czytelnikom przykłady monitorowania treści smsów w Chinach czy próbę przejęcia kontroli nad popularnym rosyjskim serwisem społecznościowym Vkontakte przez FSB i inne służby. W artykule nie zabrało także odniesienia do nagłośnionej w mediach afery, w której centrum znalazł się Facebook.

Gwałtowna krytyka Facebooka uprawiana przez liberalny mainstream jest cyniczna – pod pozorem ochrony użytkowników i wolności ich wyboru kryje się coś zgoła odwrotnego. O co chodzi? Wyjaśnił to sam Zuckerberg, odpowiadając w ostatni wtorek na pytania europosłów. Podczas przesłuchania w Parlamencie Europejskim zapewnił solennie, że jego serwis społecznościowy będzie robił znacznie więcej niż dotąd, aby walczyć z mową nienawiści i promowaniem terroryzmu.

Mowa nienawiści to w liberalnym slangu eufemizm, za którym kryją się niepoprawne politycznie poglądy. Zuckerberg chyba dobrze go już przyswoił, bo jego serwis (podobnie jak Google) zaczął blokować materiały organizacji pro-life przed zapowiedzianym na 25 maja referendum w sprawie dopuszczalności aborcji w Irlandii. Dlaczego? Ano dlatego, żeby „nie wpływać na wyniki głosowania”. Nie powinno zatem nikogo zdziwić, jeśli pewnego dnia podobne blokady obejmą treści konserwatywne i prawicowe. Oczywiście po to, aby ich zwolennicy „nie wpływali” na wynik wyborów – czytamy.

Więcej na temat wykorzystania Internetu w politycznych rozgrywkach w najnowszym numerze „Sieci”, w sprzedaży od 28 maja, także w formie e-wydania na http://www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html .

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji internetowej www.wPolsce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła